to, co mnie ostatnio ujęło w karpaczu, to nowości w zakresie aktywnego spędzania czasu. jeszcze mało rozpropagowane, ale wróżę im świetlaną przyszłość zważywszy na to, jak bardzo ludzie spragnieni są alternatywnych, dających nieznane dotąd wrażenia, form wypoczynku i relaksu.
pierwsza z nich, najświeższa i przyznam - widziana przeze mnie po raz pierwszy tutaj - loty balonem. w niedzielę, 24 lutego, przy bardzo silnym wietrze w karpaczu i górach, cztery piękne balony leciały znad smogorni (czyli z zachodu) nad kowarski grzbiet (czyli na wschód) i tam znikły mi z pola widzenia. niestety - brak teleobiektywu przyczynił się do tego, że na fotkach balony wyglądają niczym blade punkciki, ale wierzę, że da się je dostrzec:
podobno żaden z dolnośląskich aeroklubów nie zajmuje się balonami. pytanie: skąd się wzięły te niedzielne? wrażenia z lotu musiały być niesamowite, przy tej pogodzie, przy tej widoczności... ciekawe: czy gdyby loty balonem nad górami wprowadzić do oferty turystycznej miasta, czy cieszyłyby się popularnością? myślę, że jak zwykle wszystko byłoby kwestią ceny. zaraz przeszperam internet, może coś znajdę na temat balonów:)
kolejna sprawa to kite'y. w sumie wolę spolszczone słówko kajty i tego sie chyba będę trzymać. kajty więc zauważyłam podczas turowej wędrówki po równi pod śnieżką. grupka mlodych czechów śmigała na deskach i nartach ze skrzydłami u ramion. wyglądało to nieziemsko fajnie i wydawało się bezpieczne, bo równia szeroka, więc trudno chyba byłoby zlecieć w niższe partie:)
czesi byli uczestnikami kursu kajtowego. z tego co wiem jednak kajty są zabronione na terenie karkonoskiego parku narodowego. ciekawe, czy wiedzieli o tym czesi albo czy mieli jakieś wyjątkowe zezwolenie? sama chętnie spróbowałabym pokajtować na równi. były już nawet mentalne próby cięcia skrzydła od kuzyna na skrzydło kajtowe, ale jakoś sie to rozmyło... ale może kajty zawitają na stałe na zimową równię?podczas tej samej turowej wycieczki spotkaliśmy sie także z trzema osobami na rakietach śnieżnych. niestety, nie robiłam im zdjęć, a szkoda. mam za to link do osób profesjonalnie zajmujących się wypożyczaniem rakiet oraz oprowadzaniem w nich po górach:
podczas świąt, okresu sylwestrowego i ferii odbyło się kilka spacerów na rakietach. grupki startowały spod wangu w karpaczu, z przełęczy jakuszyckiej, ze świeradowa, z kopańca i spod jeleniej strugi w kowarach. podobno było fajnie.
opisałam powyższe, ale przecież najbliżej mi do turów, na których sama chadzam. tury dają nieograniczone możliwości - chodzenie, podchodzenie, zjeżdżanie - najlepiej tam, gdzie nikt nie jeździ, czyli off piste (czy jakoś tak:)). w ten sposób zaliczyłam biały jar, żleb slalomowy, korytarz liczyrzepy, rynnę śmierci, kocioł pod łabskim, kocioł szrenicki. chciałabym czarny jagniątkowski i śnieżne, ale chyba na razie za mały pikuś ze mnie... w każdym razie turowców jest jeszcze stosunkowo niewielu, ale chyba coraz więcej:)