Kapelusz z nausznikami, spodnie z lampasami, nie do samej ziemi, skarpety z ornamentyką związaną z Karkonoszami, półbuty, zielona kamizelka... Czy tak ma wyglądać strój regionalny w Karkonoszach? To wstępna propozycja Janusza Motylskiego z Karpacza.
- Do prac nad strojem zmobilizowała go ekspansja góralszczyzny. W tym stylu powstało już kilka domów w Karpaczu. Spod jednego z nich, z restauracją w środku, rozlega się na głównej ulicy muzyka spod Tatr. Pasuje to wszystko do Karpacza tak, jak bawarskie jodłowanie puszczane w knajpach nad Nilem w Egipcie. Ale zarówno tam, jak i pod Śnieżką, taki import nie przeszkadza wielu turystom. - To boli, ale nie mamy na to wpływu - mówi Janusz Motylski. Próbował nawet przekonywać szefa jednego z „góralskich” lokali, że to nie pasuje, ale ten odparł, że przecież gościom to odpowiada.Janusz Motylski (malarz i rysownik) postanowił więc zaproponować lokalne wzory, które władze lokalne, restauratorzy, handlowcy i wszyscy inni zainteresowani będą mogli uznać za własne. Tak jest w wielu miejscach na świecie, gdzie ludzie wyróżniają się choćby ubraniem, a przy okazji potrafią zachęcić do zakupu swoich strojów turystów. I zastrzega: nie chodzi mu o strój ludowy, lecz regionalny, więc łatwiejszy do zaakceptowania, czyli podjęcia decyzji o włożeniu go na siebie.
Nie chodzi oczywiście o ubieranie się według takiego wzoru codziennie. Ubrania regionalne mogłaby jednak wkładać obsługa restauracji, artyści, sprzedawcy pamiątek czy fachowcy od promocji regionu podczas targów turystycznych.- Gdy burmistrz jedzie gdzieś daleko na oficjalne spotkania i stoi w tłumie takich jak on, w zwykłym garniturze nie wyróżnia się niczym - tłumaczy Janusz Motylski. - Gdyby miał na sobie coś regionalnego, od razu byłoby wiadomo, skąd przyjechał.
Leszek Kosiorowski
no to co? kupować?



zawsze mówiłam, że w marcu są najlepsze warunki narciarskie - dużo śniegu, dużo słońca, długi dzień, mało narciarzy na stokach. nic, tylko szaleć!
czesi byli uczestnikami kursu kajtowego. z tego co wiem jednak kajty są zabronione na terenie karkonoskiego parku narodowego. ciekawe, czy wiedzieli o tym czesi albo czy mieli jakieś wyjątkowe zezwolenie? sama chętnie spróbowałabym pokajtować na równi. były już nawet mentalne próby cięcia skrzydła od kuzyna na skrzydło kajtowe, ale jakoś sie to rozmyło... ale może kajty zawitają na stałe na zimową równię?